Mocno subiektywne przemyślenia. Najczęściej nieuczesane. Zwykle o sporcie, zwłaszcza o futbolu.
czwartek, 05 stycznia 2012
Czyli okołonoworoczna paplanina.

Uwaga! Ten tekst będzie inny, znacznie bardziej emocjonalny i osobisty, niż standardowa zawartość tego bloga. Jeśli więc, Drogi Czytelniku, nie masz ochoty na babranie się w pewnie cokolwiek śmierdzących wyziewach mojej osobowości, cóż, zapraszam następnym razem.
czwartek, 15 grudnia 2011
Nie jestem specem od statystyk. Nie potrafię sypać jak z rękawa datami i liczbami. Nie wiem zatem, kiedy to się ostatnio tak pięknie złożyło, że dwie polskie drużyny dotrwały do tej samej wiosny w europejskich pucharach. Próbuję odnaleźć taką sytuację we własnej, czynnej kibicowskiej pamięci i... nie potrafię. To znaczy, że albo takich cudów w ciągu ostatnich dwudziestu paru lat nie było, albo powinienem ograniczyć spożycie majonezu.
niedziela, 11 grudnia 2011
We wczorajszym meczu z Legią wrócił na boisko Saidi Ntibazonkiza. Wróciły też zachwyty nad jego grą. Wróciło wreszcie moje zdziwienie tymi zachwytami. OK., Burundyjczyk jest piekielnie szybki i potrafi dryblować. Pod tymi względami niewątpliwie wybija się dość wysoko ponad szarą masę ekstraklasowych kopaczy. Tylko... co z tego?
czwartek, 08 grudnia 2011
Przez blog Rafała Steca przetoczyła się ostatnio burzliwa debata na temat sensu istnienia Stadionu Narodowego (i nazywania go w ten sposób). Niby lepiej późno, niż wcale. Wydaje mi się jednak, że tego typu dyskusje jakikolwiek sens miały zanim machina budowania największego białego słonia w historii polskiego sportu została puszczona w ruch. Teraz to można co najwyżej wysondować zainteresowanie powrotem na stare śmieci kupców rezydujących niegdyś na Stadionie Dziesięciolecia.
poniedziałek, 05 grudnia 2011
Nie lubię Grzegorza Mielcarskiego. Znaczy owszem, jako piłkarza bardzo go ceniłem. Natomiast w roli eksperta-komentatora zwyczajnie faceta nie trawię. To pewnie dlatego, że chłop nie umie schować jakiejś dziwnej awersji do Cracovii i nieustannie coś na te moje biedne Pasy nadaje. Piszę o tym dlatego, by zaznaczyć, że dalsza część mojej wypowiedzi może nie być do końca obiektywna.
piątek, 02 grudnia 2011
To już za chwileczkę, tak? Strasznie mnie ten zamęt irytuje. Dziś, paręnaście minut przed ósmą, zaczepiła mnie na przedszkolnym korytarzu mama jednej z koleżanek mojej młodszej córki. Nigdy jakoś jej z futbolem nie kojarzyłem (tej pani, nie mego dziecięcia;) A tu proszę. „Jak pan myśli, kogo wylosujemy?” – spytała. „Nie mam pojęcia” – mruknąłem, deczko jeszcze zaspany – „zresztą, jakie to ma znaczenie?” Odparła, że przecież ogromne, że ona nie chciałaby Hiszpanów (sic), no bo oni wszystkich rozjadą. Na moją uwagę, że atak Czerwonej Furii w fazie grupowej na pewno zostanie nam oszczędzony, stropiła się nieco, zerknęła na zegarek, stwierdziła, że musi już lecieć i tyle ją widziałem.
środa, 30 listopada 2011
Tym razem ani półsłówka o piłce takiej, czy siakiej.

Szukając materiałów do tekstu dla Netkultury (z niewiadomych powodów nie chce mi się link podkleić, zainteresowani - szukać w bocznej szpalcie), zahaczyłem o blog Airborella. Grzebiąc w wynurzeniach Krótkowłosego Pseudointelektualisty natknąłem się na dwie dobrze sobie znane notki ( i ). I tak oto mi się przypomniało, że dawno już temu miałem napisać, że też mam taką swoją płytę, która mnie tarmosi i sprawia, że wiele znajomych osób odsyła mnie do psychiatryka.
sobota, 15 października 2011
Kilka weekendów temu moja małżonka czule mnie objęła i powiedziała, że jeśli już koniecznie muszę się drzeć podczas oglądania meczów, to mógłbym się przynajmniej powstrzymać od tych kurew i chujów, bo słyszą mnie własne dzieci, a poza tym nasza sąsiadka zza ściany jest osobą leciwą i raczej nie należy zakłócać jej popołudniowego spokoju. Dni minęło mało-wiele i pan Trochimiuk, na którego podówczas tak strasznie wyrzekałem, stał się panem T. A wraz z nim nazwisko skrócił sobie także pan B.
piątek, 26 sierpnia 2011
Od wczesnej młodości nie miewam raczej przesadnych problemów z rzucaniem piętrowymi bluzgami. Niemniej muszę przyznać, iż bieżący sezon Ekstraklasy – ze szczególnym uwzględnieniem meczów Cracovii – pozwala na znaczne rozbudowanie arsenału wyzwisk. I tak dziś do „włodzimierza bartosa” dołączyło wysoce obraźliwe zawołanie „ty trochimiuku, ty!”
Pourlopowa paplanina.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11