czwartek, 17 maja 2012
Wg powszechnego mniemania polski działacz piłkarski to leniwy, zapyziały, wiecznie pijany typek, który większość czasu spędza w towarzystwie podobnych sobie, leniwych, zapyziałych, wiecznie pijanych typków. Podstawowe zajęcie owego towarzystwa stanowi rzekomo słodziuchne nicnieróbstwo. No bo po co coś robić, skoro jest pięknie. A że jest pięknie – wiadomo: Gadocha, Lubański, Boniek i przewaga w rzutach rożnych. Oczywiście, taka mało pochlebna opinia towarzyszy przede wszystkim tzw. leśnym dziadom z PZPNu. Nie da się jednak stwierdzić, aby np. działacze klubów Ekstraklasy cieszyli się jakąś większą estymą.
czwartek, 10 maja 2012
wtorek, 08 maja 2012
Zabieram się do tego tekstu od tygodnia. Za sobą mam już fazę gorzkich łez (tak, poryczałem się jak bóbr), topienia smutków w kieliszku (jakim kieliszku? ubzdryngoliłem się na plasterki żłopiąc absynt z półlitrowego kubka i przegryzając gruszką w occie), agresywnej wściekłości i bezowocnych – na szczęście – poszukiwań czegoś/kogoś, na czym/kim mógłbym tę wściekłość rozładować. Lepiej? Gówno tam lepiej. Wciąż mam idiotyczną nadzieję, że to tylko jakiś pieprzony koszmar. Że obudzę się tydzień temu po wygranych derbach, potem jeszcze ograny Ruch, rozjechany ten klub, co to jego nazwy nie godzi się wymawiać i...
poniedziałek, 19 marca 2012
Niedawno dostałem mandat. Pierwszy od trzynastu miesięcy, poza tym raczej niewysoki (120PLN + 4 punkty karne), więc nie ma tragedii. Niemniej, z dwóch powodów opadły mi ręce.
piątek, 02 marca 2012
Tak, wiem. Arcyambitny tytuł notki mi się wypsnął, zwłaszcza jak na powrót po dwumiesięcznej przerwie. Ale czy mogło być inaczej?
czwartek, 05 stycznia 2012
Czyli okołonoworoczna paplanina. Uwaga! Ten tekst będzie inny, znacznie bardziej emocjonalny i osobisty, niż standardowa zawartość tego bloga. Jeśli więc, Drogi Czytelniku, nie masz ochoty na babranie się w pewnie cokolwiek śmierdzących wyziewach mojej osobowości, cóż, zapraszam następnym razem.
czwartek, 15 grudnia 2011
Nie jestem specem od statystyk. Nie potrafię sypać jak z rękawa datami i liczbami. Nie wiem zatem, kiedy to się ostatnio tak pięknie złożyło, że dwie polskie drużyny dotrwały do tej samej wiosny w europejskich pucharach. Próbuję odnaleźć taką sytuację we własnej, czynnej kibicowskiej pamięci i... nie potrafię. To znaczy, że albo takich cudów w ciągu ostatnich dwudziestu paru lat nie było, albo powinienem ograniczyć spożycie majonezu.
niedziela, 11 grudnia 2011
We wczorajszym meczu z Legią wrócił na boisko Saidi Ntibazonkiza. Wróciły też zachwyty nad jego grą. Wróciło wreszcie moje zdziwienie tymi zachwytami. OK., Burundyjczyk jest piekielnie szybki i potrafi dryblować. Pod tymi względami niewątpliwie wybija się dość wysoko ponad szarą masę ekstraklasowych kopaczy. Tylko... co z tego?
czwartek, 08 grudnia 2011
Przez blog Rafała Steca przetoczyła się ostatnio burzliwa debata na temat sensu istnienia Stadionu Narodowego (i nazywania go w ten sposób). Niby lepiej późno, niż wcale. Wydaje mi się jednak, że tego typu dyskusje jakikolwiek sens miały zanim machina budowania największego białego słonia w historii polskiego sportu została puszczona w ruch. Teraz to można co najwyżej wysondować zainteresowanie powrotem na stare śmieci kupców rezydujących niegdyś na Stadionie Dziesięciolecia.
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Nie-Sport
Sport
|